Kanały:
Wpisy
Komentarze

Visine Classic

Krople do oczu Visine Classic są pewnie znane wielu osobom, zwłaszcza tym słuchającym radia bądź oglądającym telewizję. Często (a może i zawsze) w reklamie leku usłyszeć można “przed użyciem zapoznaj się z ulotką dołączoną do opakowania bądź skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą”. Dałem się uwieść reklamie i zrobiłem to i to. Od farmaceuty dowiedziałem się, że kropel nie można stosować regularnie przez dłużej niż tydzień. OK, czyli w takim razie jeśli będę używał ich sporadycznie to starczą mi na dłuższy czas. Tutaj jednak moję założenie zniszczył tekst z ulotki, mniej więcej taki: “po otwarciu, leku nie można stosować dłużej niż przez 4 tygodnie”. Hmm, buteleczka zawiera 15 ml leczniczego płynu, nie wiem ile to kropli, ale sprawdziłem w praktyce w jakim tempie ubywa mi ich ubywa. Nawet jeśli używałbym maksymalnie dozwolonej ilości (2 krople, 3 razy dziennie) to przez tydzień byłbym w stanie zużyć około 25%-30% kropli. Mogę ewentualnie popsuć regularność i próbować – nie tracąc zdrowia – zużyć nieco więcej przez miesiąc, ale i tak nie udałoby mi się zakroplić więcej niż 50% leku. No i teraz zauważmy, że za takie coś płaci się około 13 zł. Jeśli zatem chcemy leczyć swoje oczy w miarę regularnie w ciągu całego roku to zmuszeni jesteśmy do płacenia miesięcznego abonamentu i wyrzucania buteleczek zapełnionych do połowy lekiem, który stracił swoją czterotygodniową moc. Czy ja tu czegoś nie rozumiem?

Port[re]al społecznościowy

Może jest to lekko przesadzone, ale jeśli tak dalej pójdzie to ludzie zaczną bardziej żyć światem wirtualnym niż rzeczywistym. Taka wizja przyszłości jest dla wielu przerażająca, w końcu jak można prawdziwie rozmawiać z ludźmi “nie patrząc im w oczy” – cudzysłów jest tutaj adwokatem broniącym przed kamerkami internetowymi. Nawet jeśli widzałbym czyjś hologram to dla mnie za mało.

Dzięki takim technologiom ludzie czują się śmielsi. No bo przecież o wiele łatwiej jest utrzymać ciągłość rozmowy na GG – bo tam jej w ogóle nie ma (tej ciągłości). Jest Skype i inne fajne protokoły komunikacji videogłosowej. I one są przydatne i nawet potrzebne, ale ludziom którzy chcą rozmawiać ze sobą w sieci bo inaczej nie mogą – nie są w stanie spotkać się w realu. No i nic do tego nie mam. Problem w tym, że teraz już nawet sąsiedzi prowadzą rozmowy przez komunikator i nie chodzi tutaj o jakieś krótkie powiadomienia, tylko długie pogawędki.

Sieć przepełnia się serwisami, gdzie ludzie ścigają się w powiększaniu swojej listy znajomości, dodając do niej osoby, które ledwo znają. Ostatnio wpadłem na pomysł co możnaby zrobić, żeby stworzyć pewną alternatywę dla tradycyjnego portalu społecznościowego. Właściwie to nie byłaby tylko strona, ale całe wielkie przedsięwzięcie, które zaczęłoby mieć sens w momencie gdy życie codzienne przejdzie w tryb virutal. Idea jest prosta, tworzymy serwis społecznościowy, każdy użytkownik ma swój profil, listę znajomych itd. Wszystko działa standardowo, oprócz jednej rzeczy – teraz już nie tak łatwo powiększyć swoją listę kontaktów, żeby dodać nowego znajomego trzeba się z nim spotkać w realu. Serwis musi tylko umieć potwierdzić, że dwie osoby naprawdę się spotkały – i tutaj przyda się sieć pubów, restauracji itp. ;) . Albo po prostu wykorzysta się istniejące lokale, które dostaną prawo dokonywania weryfikacji znajomości. No ale w ten sposób można poznać wielu za jednym zamachem i mieć ich na stałe. Dlatego listy znajomych byłyby sortowane niemalejąco względem daty ostatniego “realnego” spotkania. Wtedy nasi “najbliżsi znajomi” byliby najwyżej na liście, modulo to że np. znajomi z pracy nie muszą chodzić ze sobą do pubu… To na razie taka wizja na wypadek tego, że zaczęlibyśmy żyć w Matrix-ie. Zauważmy, że wtedy okazałoby się kto naprawdę kogo zna

Web 3.0 [Matrix] – dla kogo to?

Przeczytałem w ostatnim numerze tygodnika Newsweek artykuł na temat przewidywanej przez niektórych ery Web 3.0. Tak, nazwa fajna może dla tych, którzy polubili poprzednią jej wersję. Czym różniłaby się sama technologia? Generalnie chodzi o sztuczną inteligencję, która miałaby pomagać ludziom w poruszaniu się po sieci. Dla przykładu wizjonerzy wyobrażają sobie programy, które znajdują w wyszukiwarkach lekarza i same umawiają nas na wizytę z nim. Z tej kolorowej strony to nawet ładnie brzmi, ale mnie akurat te barwy nie interesują. Nie jestem przekonany do zbyt nowoczesnych technologii. Dziwne, bo jako informatyk powinienem cieszyć się z tego (?) co w IT nowe, fajne i kolorowe. Ja jednak nie mam zaufania dla niektórych nowości i pewnie nigdy nie będę go miał. Co z tego, że wiele procesów jest zautomatyzowanych, jeśli samą automatyzację stworzyli ludzie. Ludzie nie są doskonali i robią błędy. Czuje się mniej lub bardziej, ale jednak pewnie w sytuacji, gdy maszynę można kontrolować. Wyobraźmy sobie teraz, że idziemy do bankomatu, a on nie wyda nam pieniędzy bo stwierdzi, że ma zły dzień. Albo jedziemy samochodem, a on nagle zatrzyma się bo musi odpocząć. To pewnie przegięcie z mojej strony bo zaczynam mówić o uczuciach maszyn. No ale co to znaczy, że robot sam myśli? Jeśli będzie myślał tylko o tym jak rozwiązać nasze problemy i zrobi to porządnie, to fajnie, wielu by takiego chciało. Hmm, chyba odbiegam od tematu, bo miało być o internecie. Choć z drugiej strony może sieć stanie się bardziej popularna, niż rzeczywistość? Jeśli w sieci będzie można załatwić wszystko to po co gdziekolwiek wychodzić. Czyżby niedługo popularnym stało się pytanie “To co, dzisiaj może spotkamy się w realu?” ?. Nawet jeżeli te technologie się rozwiną, to kto będzie z nich korzystał, skoro teraz ludzie nadal skłonni są podać obcej osobie hasło do swojego konta w banku, mimo że tyle mówi się o bezpieczeństwie. Może i co nieco wiem o informatyce ale i tak bałbym się powierzać moje sprawy jakiemukolwiek programowi, ciekawe czy takie stwierdzenie stanie się kiedyś “staroświeckim”…

OK, długo nic nie pisałem, ale czas to wreszcie zmienić. Nie mam ochoty rozwiązywać kolejnej listy zadań na zajęcia, bo mnie to nie kręci. Ostatnio wpadłem na ciekawe cytaty irlandzkiego filozofa: http://pl.wikiquote.org/wiki/George_Bernard_Shaw. Możliwe, że kilka kolejnych wpisów będzie bazowało na którejś z tamtejszych “mądrości”. Celowo ująłem to słowo w cudzysłów, gdyż czasami mądrość jest jedynie poglądem, a ten z kolei nie musi być zaprzyjaźniony z niektórymi grupami społecznymi. Zacznę od cytatu, który jednak przyjaźni się ze mną.

Teraz, gdy już nauczyliśmy się latać w powietrzu jak ptaki, pływać pod wodą jak ryby, brakuje nam tylko jednego: nauczyć się żyć na ziemi jak ludzie. (George Bernard Shaw)

Zastanówmy się nad tym, do czego ludzie dzisiaj dążą. Możnaby pewnie stworzyć podziały na pewne klasy abstrakcji ze względu na cel życia. Wiele osób, instytucji i przedsiębiorstw działa zgodnie z myślą “by ludziom, żyło się lepiej”. Pytanie tylko, komu ma się żyć lepiej? Bogatym, którzy będą bogatsi? Biednym, którzy staną się biedniejszi? A może chodzi tutaj tylko o sprecyzowanie definicji szczęścia… Tylko jak to zrobić, skoro każdy człowiek widzi je inaczej. Żyjemy w czasach, w których w każdym dniu następuje pewien postęp technologiczny, mający ułatwić życie ludziom. Tylko zaraz, kilkadziesiąt lat temu (a może troszkę dawniej) ludzie nie musieli się spieszyć i denerwować tak jak teraz. Nie było samochodów, samolotów, statków i innych tego typu wygód, a jednak ludzie potrafili się cieszyć sobą nawzajem (nie mam tu na myśli oczywiście wojen..). Dziś każdy za czymś goni, z niecierpliwości przechodząc przez kolejne czerwone światła. Chcemy być na czasie, być modnym, znać najnowsze plotki, informacje. Dbamy o siebie, ale czy dbamy o innych, o resztę ludzkiego otoczenia? Wielu ludzi “goni za pieniędzmi”, ale co w tym dziwnego, skoro ich potrzebują, żeby mieć za co nakarmić dzieci, zapłacić rachunki i kupić nowe buty. Potrzebujemy więcej, bo nasze życie z każdym dniem staję się coraz bardziej wymagające. No ale to my sami jesteśmy temu winni – z jednej strony dążymy do standardu, z drugiej sami tworzymy nowy. Nawet jeśli kiedyś nauczymy się teleportować, to czy pozwoli nam być bardziej “ludzkimi”? Wręcz przeciwnie idąc w tę stronę, nie będziemy potrafili już zdefiniować pojęcia “żyć jak człowiek”, bo co wtedy będziemy nazywać ludzkim?

Nigdy nie interesowały mnie reality show w stylu TVN-owskiego “Big Brothera” czy “Baru” nadawanego przez Polsat. Patrzenie na to, jak ktoś się ubiera/myje/śpi jest raczej nudne (przynajmniej dla mnie). Oczywiście moda na tego typu show przyszła z zachodu. Tamtejsze strony nie dają jednak dobrego przykładu. Mało rzeczy mnie szokuje. Ta była jedną z nich: http://www.wiadomosci24.pl/artykul/medialny_skandal_w_usa_ekstremalny_big_brother_dla_dzieci_40005.html

To kolejny przykład tego, że pieniądze i sława znaczą więcej niż człowiek. To oczywiście nie jest nowością. Straszne jest, że występuje to w relacji rodzinnej, a co gorsza telewizja robi z tego show, sensację i co za tym idzie – mamonę…

Pięknie = (nie)opłacalnie?

Zacznę od tego, że nudzi mi się ta polityka. Zawsze staram interesować się nią przed wyborami. Pewnie to zbyt późno, żeby potem dobrze (cokolwiek miałoby to znaczyć) wybrać. Oglądając czasami TVN24 zaczynam się zastanawiać co by było, gdyby w naszej polityce nie pojawiały się żadne afery. Tyle jest wywiadów, artykułów, spekulacji dziennikarzy na temat taśm, seksafery itp. wydarzeń, że zaczynają one stanowić główne źródło dochodów dla politycznych mediów.

Wyobraźmy sobie, że jest PIĘKNIE. Nie ma żadnej afery. Nie ma strajków. Wszyscy obywatele są zadowoleni (tak wiem, tu grubo przesadziłem, ale za to jaką mam wyobraźnię! :) ). Co się wtedy dzieje? Tygodniki takie jak “Wprost” nie mają na kogo najeżdżać. Z ramówki TVN24 znika “Szkło kontaktowe”, w radiu zostają wiadomości oraz muzyka.

Jeśli zatem świat naszej polityki byłby “piękny” to z czego żyłyby media, które wolą sensacje od prawdziwych problemów polskiego społeczeństwa czy gospodarki? No więc jak zawsze chodzi pewnie o pieniądze, w przypadku telewizji zwą je oglądalnością. To dlatego ciekawe (przynajmniej dla mnie) programy są w godzinach trudno dostępnych, za to na stek popularnych ostatnio w ustach PiSowców (i nie tylko) bzdur trafić można o każdej porze.